poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 3

 Hej kochani :) Znając życie,pewnie nie przeczytaliście notki pod rozdziałem ale to nic,więc piszę jeszcze raz.
          
Po prawej stronie bloga znajduje się ankieta.Czy moglibyście poświęcić 2 sekundy i zaznaczyć czy czytacie  moje fanfiction? Z góry dziękuję.

P.S Dodałam trailer,więc zapraszam do oglądania :) 
   
        A teraz zapraszam do czytania :) 

 _________________________________________________________________________________


Gdy Louis obudził się następnego ranka,od razu powrócił myślami do poprzedniego wieczora,przypominając sobie wszystkie szczegóły.Mimo,że chciał je jak najszybciej wymazać z pamięci one nadal kłębiły się nie ubłagalnie w jego głowie.Gdyby Louis był dzieckiem mógłby przysiąc,że robią mu to celowo,aby zrobić mu na złość.
Przetarł swoją drobną dłonią oczy,po czym głośno ziewną i wstał ze swojego małego łóżka,czując,jakby na jego języku znajdowała się jakaś rozkładająca się,szorstka wiewiórka.
Po chwili rozejrzał się i dostrzegł,że nie ma w pokoju  jego współlokatora,więc wstał z łózka i wyprostował swoje kończyny,następnie otworzył okno,a w jego nozdrza wleciał zapach jesieni.Zimne powietrze uderzyło w jego nagą klatkę piersiową jak pędzący po torach,pociąg,na co lekko się skrzywił i zakrył się ramionami obserwując przy tym widoki z jego pokoju na trzecim piętrze akademika.
Zarejestrował studentów chodzących po trawniku,staruszka,który zgrabiał liście i auta przejeżdżające po czarnym jak smoła asfalcie.Wystarczająco dobrze aby mógł się do tego przyzwyczaić,
Westchnął cicho i zaciągnął się chłodnym Londyńskim powietrzem,po czym zrobił krok w tył i zamknął okno,zasunął zasłony,a następnie podszedł do szafki aby wybrać jakieś ubrania na uczelnię.
Jego mama zawsze powtarzała,że pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze.
Chłopak szybko wygrzebał ubrania z nie w pełni wypakowanej torby podróżnej,po czym poszedł do łazienki,aby wziąć poranny prysznic.

                                                                    ***


-Dzień Dobry.-powiedział niskim głosem,brodaty profesor.-Nazywam się-urwał,po czym napisał na tablicy 'Pan Newton"

Louis cicho westchnął,podpierając podbródek o dłoń,opartą na ławce i patrzył się mętnym wzrokiem przed siebie.

To nie tak,że go nudził pierwszy dzień zajęć na uczelni,po prostu sen w nocy nie nastąpił,tak jak tego chciał.

Zagryzł wewnętrzną stronę policzka,dyskretnie rozglądając się wokół.Dało się zauważyć,że chłopak obok niego słucha z zafascynowaniem lekcji pana Newton'a.

Po chwili zaczął stukać paznokciami o blat drewnianej ławki,wystukując rytm jakiejś piosenki,przymknął powieki i cicho westchnął,a po chwili zasnął na swojej pierwszej lekcji w wymarzonym akademiku,gratulacje.

                                                                  ***

Louis wzdrygnął się i szybko uniósł głowę gdy poczuł,że ktoś go szarpie za ramie,po czym wzrokiem powędrował w górę,napotykając się na parę błękitnych oczów,które świdrowały go wzrokiem.
Był to jego sąsiad z ławki,który najwidoczniej go budził.
Szatyn rozejrzał się wokół i zauważył,że nikogo nie ma już w sali,prócz profesora,można wywnioskować,że lekcja dobiegła końca.Jakim idiotą trzeba być aby w pierwszy i najważniejszy dzień zignorować nauczyciela i zasnąć gdyby nigdy nic?Wystarczy spojrzeć na przykład Louisa.On jest świetnym dowodem,nie da się ukryć.

Wspomniany chłopak odchrząknął,oczyszczając tym swoje gardło.

-Um..wybacz,że musiałem cię budzić z twojej jakże przyjemnej drzemki,ale na twoją niekorzyść właśnie skończyła się lekcja,kolego.-oznajmił uśmiechając się promiennie w stronę Louisa.

-Jasna cholera.-wychrypiał szatyn,ziewając krótko.-Dziękuje um..

-Niall.-dokończył chłopak,na co Louis wyciągnął w jego stronę rękę,a blondyn potrząsnął nią.

-Louis.-przedstawił,po czym wstał z krzesła i szybko pozbierał książki z ławki,następnie pakując je do torby wyszedł z blondynem z klasy.

Niebieskooki wyjął telefon z kieszeni,po czym sprawdził godzinę,ale szybko go schował,kiedy Niall stuknął go w ramie.

-Niezły start.-zarechotał blondyn.-Mam na myśli,że zasnąłeś na swojej pierwszej lekcji,dodatkowo w swój pierwszy dzień.-dodał gdy zauważył jak szatyn unosi jedną brew pytająco.

-Och masz na myśli to.-zaśmiał się pod nosem,chowając jedną dłoń w kieszeń spodni.-Chcąc czy nie chcąc  miałem ciężką podróż,co skutkowało tym,że później nie mogłem zasnąć.

-Będąc szczerym oczekiwałem odpowiedzi,że przez tego zdziadziałego profesora aż same oczy się zamykają-roześmiał się student.

-Na lekcji wydawałeś się zafascynowany jego lekcją.-prychnął dokuczliwie,

-Widzę,że zaczynasz się rozkręcać Lewis.-zripostował Niall patrząc na niego wesoło.

-Louis.Moje imię to Louis.Rozumiesz? Lou-iee.-wycedził gorzko,na co blondyn tylko zarechotał.
Po chwili Louis nie mogąc się powstrzymać również zaczął śmiać się gardłowo.

Po kilkuminutowej salwie śmiechu szatyn złapał się za brzuch.

-D-dość.-zaskrzeczał.-Jeśli nie chcesz po mnie sprzątać mokrej plamy,głupiutki Irlandczyku.

-Skąd wiesz,że pochodzę z Irlandii?

-Twój akcent cię zdradził,kolego.-zaśmiał się pod nosem Louis.

-Punk dla ciebie.-odparł,szczerząc się.

-Jakie masz teraz zajęcia,irlandzki krasnoludzie?.-zagadnął szatyn.

-Ekonomia i hej! Irlandia nie słynie z krasnoludków...Moim zdaniem to bardziej Nowa Zelandia-odparł krótko,wyciągając swój telefon i chichocząc pod nosem.

Louis uniósł ręce w obronnym geście,szczerząc się do blondyna,

-Wybacz stary za urazę twojego majestatu.-zażartował,po czym puścił oczko,nowo poznanemu chłopakowi.
-Ja mam teraz angielski.Więc do zobaczenie na następnej?

-Chciałbyś.-wyszczerzył się Niall ukazując rząd białych zębów.-Będę tęsknić.-parsknął blondyn,na co Louis pokręcił głową,śmiejąc się pod nosem.

Ruszył w stronę sali,chowając ręce do kieszeni czarnych rurek w których miał telefon.
Po chwili Louis dotarł pod salę w której miał następną lekcje.Już miał usiąść ale ktoś,będąc rozpędzonym uderzył w Louisa przez co upadł na tyłek i uderzył głową o podłogę,Uniósł zamglony wzrok a jego spojrzenie zburzyło się z tymi szmaragdowymi oczami.Od razu wiedział do kogo należy TEN odcień szmaragdu,którego wolałby już nigdy nie zobaczyć.

Chłopak z burzą loków na głowie,ciężko dyszał,patrząc prosto w oczy szatyna.

-Następnym razem uważaj gdzie chodzisz.-syknął bez ogródek,Harry,po czym jakby nigdy nic przeszedł obok Louisa tylko krzywo na niego patrząc,pozostawiając niebieskookiego chaosem myśli w głowie,leżącego na podłodze.


   ______________________________________________________________________________

Jeśli chcecie i możecie to pozostawcie swoją opinię w komentarzu albo na twitterze pod hashtagiem "#DarknessPL"








6 komentarzy:

  1. Ja już przeczyrałam notke i wypełniłam ankiete 😁 rozdział >>>>💕
    I czekam na Larry Moments xd
    Nie wytrzymam do 4 ;-;
    @NadeThirlan

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział :D
    Czekam na następny.
    A ankietę już wypełniłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam drugi raz i naprawde jest dobre ale osobiscie radzilabym Ci popracowac nad przecinkami. Dajesz ich troche za duzo, a gdy to wypracujesz bedzie sie latwiej czytac. :) @larrehye

    OdpowiedzUsuń
  4. Oki,postaram się to poprawić,dziękuję za zwrócenie uwagi :)

    Tak btw dokładnie chodzi o przecinki czy o te przerwy w "zdaniach" czy coś? xx

    OdpowiedzUsuń