Louis pociągnął głośno nosem,zatapiając swoje palce we włosach,uniósł wzrok na Harry'ego,który patrzył na niego uważnie.Nabrał powietrza w płuca,by po sekundzie je znów wypuścić jako niewidoczny dla ludzkiego oka obłok..Czuł się beznadziejnie,miał wrażenie,że nadal ma jego obślizgłe łapska na swoim ciele.Po krótkiej chwili Harry ukucnął na przeciw Louisa,bacznie go obserwując.
"W porządku?" Wymamrotał cicho brunet,skubiąc zębami swoje spierzchnięte usta.
"Ja..Ja przepraszam,naprawdę nie wiedziałem,że tu jesteś...Chwile wcześniej byłeś na dole i...Uh, przepraszam". Harry jedynie zaśmiał się z chaotycznej wypowiedzi szatyna.
"Przestań już przepraszać.To nie tak,że mam zamiar cię zabić...Pytałem jak się czujesz".
"Oh..T-tak.To znaczy już lepiej,dziękuję..." Wymamrotał,na co Harry parsknął krótkim śmiechem.Wstając na proste nogi,wystawił dłoń do młodszego, aby pomóc mu wstać.
"Naprawdę nie wiedziałem,że ten chłopak tam wejdzie,nie chciałem tego."
"Wiem,że nie,a teraz chodź,nie będziesz cały czas siedział na zimnej podłodze". Mruknął,ciągnąc Louisa za sobą na łóżko. "Spokojnie, nie gryzę,usiądź..Chyba,że chcesz tam dalej siedzieć". Wywrócił oczyma.
Po krótkiej chwili Louis usiadł obok bruneta na łóżku,bawiąc się nitką zwisającą z rękawa.
"Mogę zadać ci pytanie?" Palnął Tomlinson,niepewnie unosząc wzrok na Harry'ego.
"Śmiało." Skinął głową.
"Czemu już nie jesteś na dole z innymi? Przed kilkoma minutami dobrze się bawiłeś,a gdy próbowałem dostać się do jakiegoś z pokoi,ty mi otworzyłeś będąc tutaj..Na górze". Wybełkotał cicho,patrząc nieśmiało w szmaragdowe oczy bruneta,które przez małą lampkę na szafce nocnej mieniły się jak światełka na choince.Po chwili Louis zarumienił się jeszcze bardziej.
"To znaczy uh..To było wścibskie,przepraszam...Nie musisz odpowiadać." Spuścił wzrok na swoje kolana,lecz po sekundzie znów spojrzał na Harry'ego, gdy do jego uszu dobiegł cichy śmiech.
"To w porządku,spokojnie". Pokręcił głową,rozbawiony. "Wiesz, w naszym bractwie co tydzień są jakieś imprezy, co zwyczajnie mnie już zaczęło nudzić.Poszedłem tylko na dół żeby czegoś się napić".Wzruszył ramionami. "Wódka dobrze działa na sen." Zaśmiał się głęboko.
"Oh". Wymamrotał. "Czyli podczas gdy wszyscy tam na dole dobrze się bawią,ty siedzisz tutaj sam?"
"Mniej więcej". Odparł wzruszając ramionami."Nie jest tak źle,jak może się wydawać.Wolę to od napalonych pierwszaków".
"Uhm..Tak, to zrozumiałe".Pokiwał głową,spuszczając wzrok."To może być nieco męczące, tak myślę".
"Kurwa".Burknął starszy."To nie to miałem na myśli.Nie chodziło mi konkretnie o Ciebie,przepraszam.To nie twoja wina,że tamten koleś się do ciebie dobierał..Uh"..Zamotał się nieco brunet."Słuchaj..Ja napra-" Urwał gdy Louis podniósł szybko na niego wzrok.
"Wiem,że nie. Rozumiem jak się czujesz,a raczej próbuję.Też nie byłbym zadowolony, gdyby jakiś dzieciak zaczął się dobijać do moich drzwi.To w porządku,Harry".
"Już ci mówiłem,że nie mam ci tego za złe.To dobrze,że tu przyszedłeś i nic ci się poważnego nie stało,choć mogło"
"Wiem,że mogło i dziękuję ci za to,że nie wywaliłeś mnie za próg"
"To,że jestem jaki jestem nie oznacza,że nie mam serca." Zaśmiał się cicho,patrząc uważnie na szatyna,który starał się nie odwrócić wzroku od szmaragdowego spojrzenia.
"Jestem dupkiem,cóż...Jestem tego pewien, ale nie mógłbym cię teraz wypieprzyć i pozwolić żeby tamten koleś cię zgwałcił."
"Ja nie uważam,że nim jesteś." Powiedział szybko.
"Nie znasz mnie,Lewis" Uśmiechnął się perliście.
"Louis...Moje imię to Louis" Burknął szatyn,marszcząc lekko nos.
"W porządku,Lewis" Zaśmiał się,patrząc wprost w oczy Louisa.Mimo jego szorstkiego śmiechu,młodszy mógł dostrzec przyjemne iskierki w tęczówkach Harry'ego.
"Cokolwiek." Prychnął cicho,kręcąc głową.